RSS
niedziela, 17 kwietnia 2016

Dawno nic nie pisałam... Dużo zajęć i szydełko:-) I doszłam do wniosku, że chyba wszystko już zostało powiedziane i napisane...

 

Dużo się nauczyłam.

Zrozumiałam, że nie ma sensu udawania przed sobą i całym światem, że wszystko jest w porządku. Mam fantastyczne dzieci, ale wszystko w porządku nie jest. Trzeba zrobić wszystko, żeby w porządku było. Sama sobie nie poradzę, nawet z ogromnym wsparciem męża.

Dowiedziałam się co to jest orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego - cóż za okropna nazwa, brzmiąca poważniej niż cały dokument.

Dowiedziałam się, że ubezpieczenie daje możliwość do wpisania się w kolejkę oczekujących na terapię, a nie do terapii.

Dowiedziałam się ile to 1% i co można z tą kwotą zrobić.

Zrozumiałam, że nie mogę wymagać zrozumienia wśród tych, których problem nie dotyczy. Ale spotkałam też wiele osób, które rozumieją mnie nadzwyczaj dobrze. Poczucie, że nie jesteśmy sami daje siłę.

Przestałam walczyć tam, gdzie ma możliwości dojścia do porozumienia. Lepiej unikać z daleka takich wrogów niż tracić na nich siły.

Przestałam wierzyć w "wyrośnie", "ma jeszcze czas".

Zaczęłam prosić o pomoc. Zaczęłam mówić głośno i wyraźnie - jestem zmęczona, nie dam rady, nie mogę, nie mam czasu.

Odkryłam duszpasterstwo niepełnosprawnych - mszę, na której rodzice są skupieni tylko na swoich dzieciach. To "tylko" jakże ważne... A msza wyjątkowo spokojna i radosna.

Paradoksalnie - wiele rzeczy odpuściłam, zaczęłam odpoczywać. Pamiętam o mężu i sobie. Musimy odpoczywać. Oddychać. Żyć.

I obóz - pierwszy obóz dziecka, gdzie cena jest ostatnim kryterium.

 

Nigdy wcześniej nie byłam tak silna jak jestem w tej chwili.

 

14:27, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »