RSS
czwartek, 16 czerwca 2016

 

N dostał zaproszenie na urodziny kolegi. Kupiłam prezent, sprawdziłam drogę do sali zabaw, ubrałam, uczesałam, dostarczyłam. Sala jest, imprezy brak.

Bo matka miesiące pomyliła....

 

Któregoś dnia J pyta z lekkim żalem - a dlaczego ja nie mam teściowej?

No czemu???

17:00, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2016

Dawno nic nie pisałam... Dużo zajęć i szydełko:-) I doszłam do wniosku, że chyba wszystko już zostało powiedziane i napisane...

 

Dużo się nauczyłam.

Zrozumiałam, że nie ma sensu udawania przed sobą i całym światem, że wszystko jest w porządku. Mam fantastyczne dzieci, ale wszystko w porządku nie jest. Trzeba zrobić wszystko, żeby w porządku było. Sama sobie nie poradzę, nawet z ogromnym wsparciem męża.

Dowiedziałam się co to jest orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego - cóż za okropna nazwa, brzmiąca poważniej niż cały dokument.

Dowiedziałam się, że ubezpieczenie daje możliwość do wpisania się w kolejkę oczekujących na terapię, a nie do terapii.

Dowiedziałam się ile to 1% i co można z tą kwotą zrobić.

Zrozumiałam, że nie mogę wymagać zrozumienia wśród tych, których problem nie dotyczy. Ale spotkałam też wiele osób, które rozumieją mnie nadzwyczaj dobrze. Poczucie, że nie jesteśmy sami daje siłę.

Przestałam walczyć tam, gdzie ma możliwości dojścia do porozumienia. Lepiej unikać z daleka takich wrogów niż tracić na nich siły.

Przestałam wierzyć w "wyrośnie", "ma jeszcze czas".

Zaczęłam prosić o pomoc. Zaczęłam mówić głośno i wyraźnie - jestem zmęczona, nie dam rady, nie mogę, nie mam czasu.

Odkryłam duszpasterstwo niepełnosprawnych - mszę, na której rodzice są skupieni tylko na swoich dzieciach. To "tylko" jakże ważne... A msza wyjątkowo spokojna i radosna.

Paradoksalnie - wiele rzeczy odpuściłam, zaczęłam odpoczywać. Pamiętam o mężu i sobie. Musimy odpoczywać. Oddychać. Żyć.

I obóz - pierwszy obóz dziecka, gdzie cena jest ostatnim kryterium.

 

Nigdy wcześniej nie byłam tak silna jak jestem w tej chwili.

 

14:27, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 stycznia 2015

Ustalony dosyć wcześnie, bo jeszcze w szkole podstawowej. Praca, pieniądze, samochód (sportowy), pieniądze, mieszkanie, mężczyzna, praca pieniądze. Dzieci? Dziecko! Jeżeli już będzie oddam je mamie.

I realizowałam - matura, studia i praca. I Mężczyzna... Z podobnym planem. Będziemy mnożyć majątek! Szło dość mozolnie, bo wiadomo - zera się nie mnoży...

Studia prawie skończone... I decyzja - weźmiemy ślub, odchowamy dziecko i poszukam pracy.

Dyplom, ciąża, noworodek. Wszystko według planu. Nie zaplanowaliśmy jednego - myśli, że jednemu dziecku źle będzie. To drugie, szybko, prędko, żeby za dużo czasu nie traci na odchowanie dwójki. Przecież praca, pieniądze...

Dwoje? A jak się nie dogadają? Troje dzieci to idealny układ!

A plan? Mamy mieszkanie. Mamy samochód (rodzinny). I mamy 4 lokaty - po trzech synach przyszła myśl o córce...

10:26, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2014

Uwielbiam planować.  Mam plan na każdy dzień. Na miesiąc. I najbliższy rok.

Na rok szkolny 2014/2015 też miałam plan. Ponieważ starsze dzieci w placówkach już samoobsługowe, młodsze w zerówce, a najmłodsze w domku podjęłam decyzję o studiach podyplomowych. I przebierałam - pedagogika? A może specjalna? Logopedia? Hmmm

Rozważanie organizacyjne, finansowe.

A Pan Bóg się uśmiechnął i zapytał:

- czy musisz zacząć studia, żeby przeczytać jeszcze kilka książek? Chcesz wiedzieć więcej? Nauczyć się czegoś? Spójrz, Twoje cele badawcze właśnie wcinają obiad.

 

Bardzo często jest tak, że ja planuję, a Pan Bóg się uśmiecha :-)

16:59, mamamaria3
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 czerwca 2014

Nasze dzieci. Nasi mali nauczyciele. Jednocześnie najsurowsi i najbardziej pobłażliwi. Sam  nami od samego początku, od poczęcia i uczą nas innego życia i innego spojrzenia na świat.

Nauczyli mnie leżeć plackiem.

Nauczyli innego spojrzenia na mieszkanie i na porządek.

Nauczyli cierpliwości.

Nauczyli, że nie wszystko musi być na czas.

Nauczyli budować z lego i piec chleb.

Nauczyli nie tylko szukać odpowiedzi na trudne pytania, ale też na rozwiązywania problemów, które na pierwszy rzut oka mogą przerastać.

Nauczyli mnie walczyć za nich i dla nich.

Nauczyli bezgranicznie kochać mimo wszystko.

Nauczyli dotrzymywać obietnic.

Nauczyli aktywnego zarywania nocy.

Nauczyli, że cały świat czasem jest pod biurkiem i składa się z garści kamieni i muszelek.

Nauczyli mnie wiary - też w siebie.

Nauczyli mnie spokoju.

 

Kiepski ze mnie uczeń i od dawna się uczę z uczuciem, że wciąż mało i mało. Jestem wdzięczna za te lekcje dzieciakom i mam nadzieję nigdy ich nie zawieść.

 

11:43, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Gdy byłam w ostatniej ciąży chłopcy zamówili siostrę. Zamówili? To za łagodne określenie! Zażądali! Koniec z braćmi, czas na siostry! Z bratem mogłam do domu nie wracać, no może wycieraczki użyczą...

Stanęliśmy  z małżonek na wysokości zadania. Jest siostra. Tak jak 3 braci prosiło....

Prosił też najmłodszy. A najmłodszy, jak to najmłodszy, nie wie co to siostra, ale wie, że jeżeli starsi bracia czegoś chcą to jest to dobre!

A najmłodszy, będąc w domu najwięcej, najczęściej towarzyszy w codziennych czynnościach. I tak o to któregoś dnia pocieszył mnie, żebym się nie martwiła - siusiak urośnie a małej damy na imię Karol.

Tłumaczymy, rozmawiamy - jest mama, tata, babcia, dziadek, pani przedszkolanka i pan od angielskiego.

Na efekt nie musieliśmy długo czekać: Mamo, ona nie ma siusiaczka. Bo jak urośnie, to będzie damą. Bo damy to dziewczynki. A jak urośnie zostanie tatusiem!

....

15:43, mamamaria3
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 stycznia 2014

Dziś piątek. I jak to w piątek na obiad matka zrobiła kluseczki ziemniaczane, które może byłyby śląskimi, gdyby miały taki kształt. Zadowolona spojrzała na blat kuchenny - są w ilości odpowiedniej, a może nawet coś ocaleje na kolację. Niestety - kluski gotuje się w wodzie, a dziś awaria. Wody brak. I matka wpadła na pomysł, który wydawał jej się genialny. Wrzuci kluski do frytkownicy. Pomysł świetny. Kluski  pyszne. Dzieci zjadł - wszystko! Nie zostawiły absolutnie nic!

A trzeba było ugotować w mineralnej. Straty byłyby mniejsze! Pomysł genialny okazał się beznadziejny!

I szybko, póki nie wrócą z kółka szachowego zjadła matka suchy makaron, zostawiając słuszną część ojcu pożeraczy klusek.

22:25, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 grudnia 2013

Idą Święta. Czyli Matka szaleje!

Upiekła już pierniczki w 3 wersjach i ciasteczka. Piernik staropolski dojrzewa. Pierniczki bezglutenowe zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Ciastka kruche poszły z dymem.

Porządki...Sprząta matka i sprząta, rodzinę zagania, a efektów brak. Szoruje, pucuje, pastuje.

Roraty, rekolekcje.

A na ramieniu siedzi chochlik i szepcze - nie zdążysz! O, zna matka ten szept! Stara się, dwoi i troi, ale zawsze takie uczucie gdzieś - jeszcze to, jeszcze tamto. Trzeba torbę spakować, ubranka poukładać, łóżeczko skręcić. Czy zdąży? Dzieciątko poczeka?

 

Dziecko się narodzi. Nie będzie czekało,czy matka gotowa, czy stół nakryty, czy odpowiednio mocno pachnie pastą i czy w żadnym kątku nie ma kurzu. Nie ważne czy ciasta czy łóżeczko nie gotowe. Przyjdzie do Nas!

21:27, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 listopada 2013

Kobieta - matka dużo zniesie. Naprawdę. Do perfekcji opanowała szybkie spanie. Regeneruje siły pijąc zimną kawę na stojąco. Nigdy nie choruje - nawet jeżeli termometr i gardło świadczą o czymś innym. Ma w sobie dużo wewnętrznej siły, która pcha ją do przodu, pozwoli przetrwać kolejne nieprzespane noce, da siłę do uprasowania jeszcze jednej koszuli i przeczytania jeszcze jednej książeczki.

Aby móc tak funkcjonować potrzebuje wsparcia. Niewielkiego i czasami.

Mężczyzna, z którym dzieli życie. Wystarczy, że pozbędzie się fochów i odwiecznego: zaraz, później, potem.

Teraz sprzątnij skarpetki. Teraz wyjdź z dziećmi. Teraz zmień pieluchę i pójdź po zakupy. Tak niewiele...

Dobrze by było, aby docenił pracę matki swoich dziecinie w słowach, a w czynach. Choć czasem, choć trochę. Niech nie śmieci tam gdzie stoi - naprawdę odnoszę wrażenie, że z niektórych bałagan sam się sypie.

Lekarz pierwszego kontaktu. Starczy, że wypisze tyle skierowań ile potrzeba - nie zawsze uda znaleźć się specjalistę za pierwszym razem. I posłucha. Pędzlowanie gardła przy wymiotach to nie najlepszy pomysł.

A lekarze specjaliści - terminy. Wiem, że to nie ich wina, ale czekać rok na konsultację?

Nie wszystkie niepowodzenia w przedszkolu i w szkole to wynik zaniedbania. Nie wszystkie dzieci są idealne. Nie wszystkie pasują do ogólnie przyjętych norm. Tak mają. Wystarczy spokojna rozmowa w przyjaznej atmosferze. Bez oskarżeń.

 

Czuję, że mogę dużo. Robię co mogę. I nagle - łup. Mur. Koniec. Znów jakąś pielgrzymkę muszę zacząć od początku.

 

Matka z natury swojej jest istotą bardzo samokrytyczną - nie potrzebuje krytyki. Potrzebuje wsparcia. Pomocy. Przytulenia.

 

Wpis ten powstał na podstawie nie tylko moich obserwacji - bardzo proszę, aby rodzina, lekarze i nauczyciele nie czuli się dotknięci. Ja jako matka mam bardzo dużo szczęścia.

22:28, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 listopada 2013

Ludzie chorują. A dzieci ludzi szczególnie. Dzieci chodzące do placówek osiągnęły  w tej kwestii mistrzostwo i naprawdę spokojnie mogłyby wystąpić w konkursie - ile dni byłem w przedszkolu  a ile w domu.

 

Są takie przychodnie, którym należy się pomnik i odznaka. Są to przychodnie w których nie tylko są odbierane telefony, ale lekarz przyjeżdża do chorego! Fenomenalne? Przecież ci lekarze dbają w ten sposób o swoich pacjentów - chory i charczący nie przesiaduje w poczekalni z prawie zdrowym, który przyszedł tylko po receptę.

Przed taki przychodniami powinien stać pomnik, głoszący, że jest to przychodnia przyjazna pacjentom.Takie przychodnie powinny też mieć lepsze kontrakty z NFZ, nawet jeżeli przyjmują mniej chorych. Ponieważ dbają o to, żeby pacjenci nie zarażali się od się siebie nawzajem.

Są takie przychodnie, do których można się dodzwonić - na ogół od wtorku do piątku. W poniedziałki lepiej nie chorować. Przychodnie prawie przyjazne pacjentom.

Są i takie, w których nikt nie odbiera telefonu. Takie, do której trzeba pójść/pojechać i ustawić się w kolejce. Rano. Niesamowita rozrywka dla chorych lub dla opiekunów chorych dzieci. Funkcjonowania takich przychodni nie rozumiem. Nie rozumiem takiego braku szacunku dla ludzi.

 

Nie rozumiem dlaczego tak to funkcjonuje. Dlaczego trzeba "mieć zdrowie" aby dostać się do lekarza. Dlaczego mając chore dzieci muszę wybrać miedzy zostawieniem ich  w domu samych i zapisaniem do lekarza lub zabraniem ich ze sobą? Dlaczego tylko ułamek przychodni funkcjonuje prawidłowo, z myślą o zdrowiu pacjentów?

Pominę tu chęć zapisania do lekarza specjalisty. Właśnie dowiedziałam się, że moje dziecko jest za stare na diagnostykę....

09:16, mamamaria3
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2